Przez minione dni udało mi się dojść do trzech wniosków. Po pierwsze, przekonałem się, że jestem otoczony ludźmi szczerze przejmującymi się moimi problemami. Jestem zaskoczony jak ktoś, kto przez lata celowo zachowywał się jak cham aby tylko odstraszyć od siebie ludzi, dorobił się tak licznego i troskliwego grona znajomych. W każdym razie, jestem wam wdzięczny za to, że jesteście. Po drugie, stwierdzenie „Praktyka czyni mistrza” jednak się sprawdza. Tyle razy byłem już odrzucany, że pogodzenie się z takim stanem rzeczy przychodzi mi dość łatwo i szybko się leczę z bólów sercowych. To zabawne jak coś, co jeszcze dwa dni temu wydawało się być końcem świata, dzisiaj jest dla mnie błahostką. Po trzecie i najważniejsze, doszedłem do wniosku, że nie muszę wcale czekać kilku lat aby uznać ostatnie wpisy, za popełnione przez rozhisteryzowaną nastolatkę, która ma problemy z hormonami i wpada w emo fazy. Spoglądam na ostatni wpis i kręcę głową z zażenowaniem. Naprawdę ja to popełniłem? Najchętniej skasowałbym ten wpis, ale byłby to pewien sposób cenzury i zatajania tego, do czego niegdyś się przyznałem. Nie zrobię tego, a wierzcie mi, mam ogromną ochotę.
Pozwolę sobie zostawić temat emocji, którym i tak was ostatnio zanudzałem i poruszę dużo przyjemniejszy. Kinematografii. Ci z was, którzy czytują tego bloga regularnie i od dłuższego czasu, na pewno zauważyli jedno, jeśli idzie o mój gust filmowy. Bardzo krytycznie podchodzę do każdej produkcji filmowej, która ujrzała światło dzienne po 1999 roku. Z góry zakładam, iż te filmy będą posiadały dużo efektów specjalnych, które mają odwrócić moją uwagę od tego, że film nie posiada ŻADNEJ fabuły. Najbardziej uderza to przy filmach 3D. „Avatar” był ostatnią produkcją tego typu, na jaką się wybrałem i wszystkie filmy z dopiskiem 3D w tytule, będą przeze mnie omijane szerokim łukiem podczas planowania wizyty w kinie.
Jednakże dziś i wczoraj obejrzałem dwa filmy, które zdecydowanie zaspokoiły mój gust filmowy i przyprawiły o mentalny orgazm. Pierwszy tytuł to „V jak Vendetta”, podczas którego rozpływałem się nad doskonałymi dialogami oraz naprawdę poruszającą fabułą. Nie mam jednak weny na pisanie recenzji filmu, tym bardziej, że mam zwyczaj zdradzać w nich najlepsze smaczki. Gorąco polecam ten film każdemu, kto ceni sobie dobre kino. W ramach rekomendacji mogę powiedzieć tyle, że gdy film się skończył, byłem szczerze wzruszony. Ponadto, gdy pojawiły się napisy końcowe, uświadomiłem sobie, że ten film kojarzy mi się w pewien sposób z doskonałym tytułem nakręconym w latach 90tych. Chyba każdy oglądał „12 małp”, a jeżeli tego nie robił, to polecam szybko nadrobić owe zaległości.
W kolejnym zaś filmie, główną rolę gra aktor, którego niegdyś szczerze nienawidziłem. Gdy w dzieciństwie zostałem zmuszony(!) do obejrzenia filmu „Tytanic”, a przez następne miesiące musiałem słuchać jaki to „Leo” jest boski i w ogóle przezajebisty, to życzyłem temu aktorowi powolnej śmierci w męczarniach. Zmieniłem jednak o nim zdanie gdy zobaczyłem film „Złap mnie jeśli potrafisz”, którym to kupił mnie całkowicie. Dlatego gdy dzisiaj odpaliłem szeroko zachwalaną „Incepcję”, pozwoliłem sobie na optymizm odnośnie tego filmu i nie zawiodłem się ani odrobinę. Doskonała fabuła jaki rozbudowane postaci zapewniły mi 148 minut rozrywki w najlepszym wydaniu. Polecam ten film każdemu, kto nie boi się myśleć podczas seansu filmowego. Szczerze muszę wam wyznać, że chyba zacznę oglądać filmy gdzie występuje DiCaprio, bo naprawdę wiele osób poleca mi do obejrzenia również „Shutter Island”, gdzie Leo gra główną rolę. Film jest podobno wyśmienity, tak więc również mam zamiar po niego sięgnąć.
Jak więc widzicie, u mnie jest już wszystko w porządku. Mam wyborny humor, mój apetyt na dobre kino został zaspokojony (aczkolwiek znajdzie się jeszcze miejsce na deser), a o problemach, które dręczyły mnie jeszcze niedawno, po prostu nie myślę. Co prawda Aśka uważa, że to tylko kwestia czasu nim wpadnę w kolejną emo fazę, ale najpewniej ma rację i znowu będzie stawiać mnie do pionu gdy to będzie miało miejsce. Mam jednak nadzieję, że miną długie lata nim zajdzie taka potrzeba.
Trwam w błogim stanie zaspokojenia psychicznego,
Do następnego moje wierne robaczki…
